Tadeusz Wojciechowski

 

Witam na moich stronach.

Czytałem o rowerzystach, którzy jadą w ciemno wiedząc tylko, gdzie chcą dojechać. Myślę, że jeżeli im to się podoba to tylko pozazdrościć odwagi. Ważne aby każdy na swój sposób się realizował. Ja nie należę do tego rodzaju turystów, lubię zaplanować, przemyśleć co, jak, kiedy i dlaczego. I sądzę, że takich jak ja osobników, pasjonatów planowej wyprawy na dwóch kółkach jest większość. 

Poważne wyprawy planuję nawet z rocznym wyprzedzeniem. Pisząc poważne mam na myśli wyprawy dalekie, długie czasowo, jak choćby ostatnie na Nord Kapp, dookoła Islandii czy dookoła Polski. Sposób postępowania mam stały. Plan kondycyjny, organizacja wyprawy i ekwipunek niezbędny. Tak postaram się Wam opisać co robię.  

Kondycja wbrew pozorom jest ważna

Wyprawa rowerowa to nie zwykła wycieczka rowerowa, do której nie trzeba się odpowiednio przygotować fizycznie. Nasz organizm normalnie nie jest przygotowany do długotrwałego wysiłku. A trzeba pamiętać, że nasze nogi oprócz pchania ciężaru naszego i roweru otrzymują dodatkowe obciążenie bagażu, co w przypadku długiej wyprawy wynosi kilkadziesiąt dodatkowych kilogramów. Przykładem może być moja wyprawa dookoła Islandii, gdzie dokładnie ważyłem wszystko, gdyż leciałem na wyspę samolotem i musiałem zmieścić się w normach wagowych. Ja - 82 kg + rower - 20 kg + bagaż 48 kg, daje to łącznie 150 kg dla moich nóg. Po równym "ok", ale Islandia to same góry.   Bolące kolano, kręgosłup czy naciągnięty mięsień bez przygotowania są pewne i wyprawa mogła się zakończyć bardzo szybko. Co robiłem? Nie układałem jakiegoś specjalistycznego treningu kolarskiego. Po prostu trzeba jeździć. Jeździmy kiedy się da i ile się da. Na  rowerze trzeba spędzać jak najwięcej czasu. Nie liczą się przejechane kilometry i tempo. Chodzi o to, żeby przyzwyczaić organizm do roweru, do siodełka i do długiego wysiłku. Należy to robić stopniowo na przykład dojeżdżając rowerem do pracy,  albo jeździć po pracy, jak ja to robiłem, można organizować wycieczki rowerowe krótsze lub dłuższe, np. kilkudniowe, jak ja to robiłem. Z biegiem czasu wydłużać trasę tak, żeby bez problemu osiągać dzienny dystans ok. 100 km, jaki się przeważnie robi na wyprawie. Uwzględniaj podczas treningów rowerowych góry, czyli podjazdy i zjazdy, to ważny element wysiłkowy. A więc na rower i jazda, a kondycja sama przyjdzie.

Jeszcze mała rada. Na wyprawę rowerową zabiera się ze sobą bagaż - sakwy tylne, a czasami i przednie, więc chociaż raz przed wyjazdem należy wybrać się z nimi na wycieczkę. Zobaczysz jak jeździ się z obciążeniem i jak wielka jest to różnica, zwłaszcza na podjazdach, gdzie masz wrażenie, że wieziesz jakby dodatkową osobę na bagażniku. Oprócz tego obciążony rower całkiem inaczej prowadzi się na drodze. A obciążony na przednim widelcu, to dopiero jazda! 

Jak planuję - organizuję wyprawę?

 Ta czynność należy do dosyć przyjemnych doznań. Każdy lubi marzyć, a planowanie właśnie zaczyna się od marzenia. Marzy nam się zdobycie czegoś, pokonanie czegoś, zwiedzenie czegoś, samorealizacja. I to jest przyjemne. Wyznaczamy cel i dążymy do jego realizacji. Jak planuję i jakie niespodziewane niespodzianki mogą nas spotkać opowiem na przykładzie tegorocznym czyli wyprawie na Nord Kapp. To, że jadę wiedziałem już wracając rok temu z Islandii. Jesienią zakupiłem sobie mapę Norwegii (lubię mapy papierowe, widać na nich całą planowaną trasę). Przyjąłem trzy warianty podróży, zależnie od czasu - urlopu w pracy - najkrótszy trzytygodniowy i najdłuższy miesięczny. Najkrótszy to dopłynięcie promem z Gdyni do Sztokholmu w Szwecji i stamtąd na Nord Kapp. Powrót z Alta przez Oslo. Trasa ok. 1800 km. Dwie dłuższe trasy. Z Malmo do Norwegii i wzdłuż fiordów dotarcie do przylądka i powrót z Alta lub druga wersja przez Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię na NordKapp i powrót jak wyżej. Obie trasy ok. 3000 km. W pierwszej wersji nastawiałem się na jazdę wzdłuż fiordów norweskich i tak planowałem. 

Planowanie to przyjemność oglądania wielu filmików ludzi, którzy tam byli, to czytanie mapy, czytanie relacji, porad innych turystów. W styczniu tego roku byłem mentalnie przygotowany do jazdy po górzystych terenach Norwegii. Miałem spisane ciekawostki, numery dróg oraz niektóre miejsca noclegowe. Życie to zweryfikowało. Świat opanował wirus covid-19 i moje plany przestały istnieć. Z niepokojem śledziłem wydarzenia, aż do maja. Wtedy okazało się, że Szwecja jest zamknięta, a jedynie od czerwca puszczają Polaków na kraje wschodnio bałtyckie. 15 czerwca zapadła decyzja, że ruszam przez Litwę, Łotwę i dalej na północ. Dokupiłem potrzebne mapy, szybko planowałem marszrutę. Wyszło mi, że muszę ruszyć nie z domu tyko dojechać do granicy Litwy pociągiem. Zaoszczędzę kilka dni, których może mi zabraknąć, żeby wrócić przed zakończeniem urlopu w pracy. Udało się plan zrealizowałem nawet z nawiązką. Dojechałem w Norwegii na lotnisko w Tromso, czyli ponad 600 km wracałem na południe w Norwegii (planowałem 150) , a to ze względu na loty z tego lotniska bezpośrednio do Polski (do Krakowa).

Jak dokładnie planuję?

  1. Jadę sam. To ma plusy i minusy. Plusem jest całkowita niezależność od partnera. Jadę ile chcę, śpię, gdzie chcę, jem co chcę. Minus to samotność. Czasami marzyło mi się z kimś pogadać po polsku. Czasami potrzebowałem pomocy, żeby coś zrobić szczególnie wtedy, gdy wyskoczy awaria w rowerze. Ostatnio naprawiałem tylny hamulec ponad godzinę, a sądzę, że z pomocą byłoby to kilkanaście minut  i nie poraniłbym sobie palców. Zawsze bałem się idąc do sklepu, zostawiając cały mój "dobytek" na zewnątrz, czy wrócę i dalej on będzie kompletny. Na szczęście do tej pory zawsze jest. Ten problem zniknąłby w parze.
  2. Zawsze planuję, że moje minimum jady to ok. 100 - 110 km na dzień. Oczywiście to nie jest sztywna ilość. Uzależniona jest od warunków atmosferycznych i terenowych. Na Litwie moja trasa wiodła drogami drugorzędnymi, które okazały się w kilku miejscach zwykłym piaskiem. Zamiast jechać musiałem kilka km pchać ciężki rower. Nadrobiłem stracone kilometry w inny dzień, robiąc 150 km na dzień. Plan musi być elastyczny.
  3. Planuję noclegi. Co kilka dni należy się porządnie umyć, wyprać spocone rzeczy. To ważne. Warto sprawdzić gdzie na trasie są schroniska, kempingi lub inne miejsca noclegowe. Na Islandii większość planowałem na dziko, a wyszło odwrotnie. Myłem się prawie co dziennie cały. Jadąc na nord kapp planowałem kilka razy spać w motelu, a wyszło znowu odwrotnie, nie spałem ani razu, wszystko na dziko, ale kąpałem się prawie codziennie, a prałem na stacjach benzynowych w ciepłej wodzie. 
  4. Jedzenie to ważna rzecz. Zawsze zabieram kilka sztuk dań żywności liofilizowanej. To dania sproszkowane, bardzo lekkie i łatwe do przyrządzania. Są dobre i pożywne. Ich wada to cena. Jedno danie to wydatek ok 30 zł. Dlatego skupiam się na własnym gotowaniu. Oczywiście główne danie to makaron z różnymi sosami i dodatkami. Ale robię też ziemniaki z mięsem (np: gulasz). Makaron to stanowczo najtańszy sposób przetrwania. Ważne w planowaniu jedzenia to zaplanowanie tak trasy, żeby mieć dostęp do sklepów (tanich sklepów).
  5. Plan startu i powrotu. Czyli całkowity wyjazd z domu. Uzależniony jest głównie od np: długości urlopu. Nie dotyczy to osób niepracujących lub tzw. wolnych zawodów, gdzie miejsce pracy nie ma znaczenia w dobie zdalnego funkcjonowania. Ja mam zawsze czas ograniczony. Muszę więc dostosować długość trasy do swoich możliwości czasowych. Na przykład planowałem ostatnio powrót z Alta w Norwegii, a dojechałem na Nord Kapp cztery dni wcześniej. Mogłem bez problemu jechać do Tromso (ponad 400 km dalej) i lecieć bezpośrednio (taniej) do Krakowa. Bilet lotniczy nie trzeba kupować dużo wcześniej, czy przed wyjazdem. Ja go kupiłem 8 dni przed wylotem przez internet w dobrej cenie, kiedy już wiedziałem, że spokojnie zdążę dojechać na czas. 

 

Co zabieram na wyprawę - czyli mój ekwipunek turystyczny

 

Od razu mówię, że zawsze mam wrażenie przesytu rzeczy i kilka bym wyrzucił. Są czasami momenty, że żałuję tego co zostawiłem w domu, a przydałoby się. Co zabieramy uzależnione jest gdzie jedziemy. Odradzam jadąc na północ Europy zabierać tylko cienkie rzeczy i odwrotnie jadąc na południe, w ciepłe kraje, brać kurtki. To chyba normalne. Nie mniej zawsze trzeba mieć jakieś minimum. Pogoda i na północy i na południu płata figle. Nie sposób uniknąć opadów deszczu jadąc na długą wyprawę. Chociaż zdarzyło mi się że w czasie dwóch tygodni nie padało ani razu, ale miałem jeden z wypadów, że w czasie 10 dni tylko 2 dni nie padało. jednego i drugiego przypadku nie przewidzimy. Ja zawsze mam wszystko na zimne i ciepłe dni. Szczegóły w innym linku.

Oczywiście planując ekwipunek musimy wiedzieć, czy będziemy spać tylko pod namiotem, czy skorzystamy z innych noclegów np: w hotelu, motelu, itp. W czasie wyprawy z moją żoną wzdłuż Wisły wiedzieliśmy, że nie będziemy spać pod namiotem, więc nasz bagaż nie przewidywał ani materaca, ani śpiwora czy namiotu. Jadąc z żon wzdłuż Dunaju wiedzieliśmy, że namiot to nasz podstawowy ekwipunek.

To samo dotyczy gotowania. Jadąc wzdłuż morza nie brałem nic do przygotowania jedzenia. Rano piłem kawę lub herbatę z automatu na stacjach benzynowych lub schroniskach, jadłem w barach obiady, a w sklepach kupowałem kanapki lub artykuły do kanapek. Jadąc na Nord Kapp wiedziałem, że ze względów oszczędnościowych będę więcej gotować i miałem oprócz kuchenki trzy garnki, patelnię i kubek ze sztućcami. Zabrałem wszelkie przyprawy i sproszkowane sosy, fiksy i gotowe dania.

Słowem - zanim wyruszysz na przygodę, zaplanuj ją chociaż w 50%. Można to zrobić uwierz mi.