Tadeusz Wojciechowski

 

Witam na moich stronach.

Trzeba pod czymś i na czym spać i na czymś przygotować sobie jedzenie. O tym tutaj teraz napiszę.

Na każdą wycieczkę dłuższą niż jeden dzień jesteśmy zmuszeni spakować kilka podstawowych rzeczy, dzięki którym będziemy mieli możliwość noclegu w dowolnym miejscu, we względnie komfortowych warunkach. Jeżeli jedziemy na wyprawę dłuższą, szczególnie jeżeli chcemy spędzać czas "na dziko" lub chcemy oszczędzać to warto też pomyśleć o sprzęcie do gotowania. To wyposażenie ściśle zależy od długości wyjazdu, naszych funduszy wyprawowych i upodobań kulinarnych. Jadąc na przykład na kilkudniową objazdówkę po Małopolsce, czy Śląsku, targanie kuchenki i kuchennego sprzętu mija się z celem. Mamy tyle knajp, tanich barów, że zaspokoimy się zawsze. Inaczej jest na wyprawach zagranicznych, długich, kiedy liczymy każde euro w kieszeni. Wtedy warto pomyśleć o tanim makaronie w różnych wersjach. Dlatego napiszę co ja zabieram na dłuższe wyprawy, a nie robię tego jadąc na przykład rowerem nad morze (650km).

 Jak nocuję czyli jaki namiot wybrać.

Odpowiedź jest stosunkowo prosta. Jeżeli decydujemy się na tanią wyprawę rowerową to musimy zaoszczędzić śpiąc w namiocie i to przeważnie "na dziko" ale za to dźwigać dosyć spory bagaż na bagażniku, a każdy kilogram wagi roweru to dodatkowe kalorie stracone przez nas.

Namiot zdecydowanie ułatwia całą logistykę wyjazdu, pełniąc jedną z dwóch ról:

  • Noclegu podstawowego (gdy zależy nam na minimalizacji kosztów lub wybieramy się w miejsca, gdzie na hotele, pensjonaty bądź schroniska liczyć raczej nie możemy);
  • Noclegu awaryjnego, uruchamianego, gdy zmrok zastanie nas gdzieś w szczerym polu i jesteśmy zmuszeni spać "byle gdzie".

Od tego jaki namiot na rower wybierzemy, w dużym stopniu zależy powodzenie naszej wyprawy. Na co szczególnie zwracać uwagę przy zakupie? Oto – moim zdaniem – najważniejsze czynniki:

  1. Bacznie należy się przyjrzeć gabarytom takiego sprzętu, osiąganym po złożeniu. Preferowany jest kształt podłużny, łatwy do montażu na bagażniku. Oczywiście są teraz namioty szybko rozkładające się, ale moim zdaniem są za duże na wymiary bagażników rowerowych (nawet głupio to wygląda)
  2. Dobry namiot na wyprawę powinien posiadać przedsionek, w którym zmieszczą się nasze sakwy lub być na tyle duży wewnątrz, żeby nasz dobytek był chroniony na noc. Czy to konieczne? Oczywiście, można ryzykować, ale trzeba pamiętać, że sakwy pozostawione na noc pod chmurką nie są chronione przed skutkami nocnej ulewy lub porannej rosy (nawet jeżeli są wodoodporne). Raz zostawiłem bagaż pod chmurką niedomknięty porządnie i rano suszyłem jego zawartość. Poza tym bagaż “nocujący” na zewnątrz, w skrajnych przypadkach, może też skusić amatorów cudzego mienia. Szczególnie bałbym się w dawnych krajach bloku komunistycznego.
  3. Niezbyt przemyślany wybór namiotu, może doprowadzić do nie małych frustracji. Chodzi tutj o system rozkładania i składania namiotu. Pamiętajmy, że robimy to w różnych warunkach. Rozbijałem na Islandii namiot przy tak silnym wietrze, że musiałem w pierwszej kolejności zamocować linki odciągające, żeby następnie zamontować stelaż. Sytuację mogą dodatkowo pogorszyć: np: szybko zapadający zmrok i opady deszczu. Stawianie namiotu po ciemku, bądź w ulewie, nigdy nie należy do przyjemności. W takich warunkach idealnym rozwiązaniem byłyby namioty samorozkładające się. Niestety, kształt koła, jaki przyjmują po złożeniu, sprawia, że są mało poręczne w transporcie i na sakwiarskich szlakach rzadko się je spotyka. Rowerzystom, dla których duże znaczenie ma łatwość rozkładania, polecić możemy modele jednopowłokowe. Ich prosta konstrukcja umożliwia szybki montaż. Takie wersje są też – siłą rzeczy – lżejsze od namiotów dwupowłokowych. Wadą może być bardziej dokuczliwe, niż w przypadku namiotów, gdzie tropik i część sypialna są niezależne, zjawisko kondensacji pary wodnej i nic przyjemnego jak nad ranem kapie nam na czoło woda.
  4. Tylko optymiści wierzą, że podczas wielodniowej wyprawy uda się ominąć opady. Gdy wybieramy namiot  powinniśmy się kierować prostą zasadą, im więcej milimetrów ma podawany przez producenta słupek wody, tym większa szansa, że zakupiony sprzęt pomoże nam przetrwać ulewę. Dobrze jest, gdy sprzęt oferuje parametry na poziomie równym lub wyższym: 3000 mm (w przypadku tropiku) oraz 5000 mm (w przypadku podłogi). Jeśli wybieramy się w rejony słynące z deszczowej pogody, warto zastanowić się nad zakupem namiotu ze stelażem zewnętrznym. Dlaczego? W klasycznym systemie (gdzie stelaż jest wewnątrz) zaczyna się od rozłożenia sypialni, którą dopiero po chwili zakrywamy tropikiem. W czasie pomiędzy tymi dwiema operacjami środek namiotu narażony jest na kontakt z deszczem. Przy stelażu zewnętrznym, tropik osłania sypialnię już podczas rozbijania namiotu, co daje nadzieję, że wewnątrz wciąż będzie sucho.
  5. Warto wybrać sprzęt, który przetrwa niedogodności związane z transportem, ale – przede wszystkim – będzie gotowy, by stawić czoła codziennemu rozkładaniu i składaniu. Dlatego należy zwrócić uwagę zarówno na jakość materiału, z jakiego uszyty został namiot, jak i detali, takich jak: zamki i rzepy. Najważniejszy jest jednak kręgosłup całej konstrukcji – czyli stelaż. W tańszych modelach z supermarketu ta część długo nie wytrzymuje, a pęknięcia zdarzają się już na samym początku wyprawy. Polecam stelaże aluminiowe.
  6. Wrogiem namiotów jest silny wiatr. Jeśli planujemy wyjazd w kraje, gdzie wichury są na porządku dziennym, np: na Islandię, warto poszukać konstrukcji zaprojektowanej tak, by skutecznie stawiła czoła wyzwaniu. W przeciwnym razie, nasz dom, może przeistoczyć się w latawiec i – najzwyczajniej w świecie – odfrunąć. Warto tu wspomnieć o szpilkach i śledziach. Ja zmieniłem na górskie, są wytrzymałe, dostosowane do różnych terenów i bardzo lekkie (ale drogie).

Jaki więc namiot wybrać? Moim zdaniem:

- dwuosobowy (na jedną osobę + bagaż)

- lekki (tj. waga ok.2 kg - namiot jednoosobowy można kupić nawet do 1 kg)

- po złożeniu kształt podłużny o niewielkich wymiarach (namioty jednoosobowe mogą mieć nawet wielkość bidonu)

- dobrej, sprawdzonej marki (najlepiej wyprawowy dla alpinistów. Oni muszą dźwigać więc wybierają najlepsze)

- najlepiej zielony (ciemny) - nie widać go w lesie i w nocy.

- nie tani, nie z marketu (dłużej posłuży i jest większa gwarancja bezawaryjności)

Jaki ja wybrałem?

Kierowałem się powyższymi parametrami. Jednak mój zakup był związany z tym, że jeździłem z żoną więc mam namiot 3-osobowy o dużym przedsionku (wejdzie cały rower), bardzo wytrzymały (mam go już 5 lat i sprawdził się w czasie burz, potężnej ulewy, wichury i nic mu nie jest), tunelowy (łatwy przy rozkładaniu w czasie silnego wiatru) i w kolorze zielonym co czyni go niewidocznym na tle zieleni. Poniżej go prezentuję. To namiot polskiej firmy Marabut pod nazwą Atacama, za który zapłaciłem ponad 1200 zł.

Ma jednak wady. Jest ciężki, bo waży 3,5 kg i musiałem zmienić mu szpilki. Jest za duży na samotne wyprawy. Cały czas myślę o drugim, mniejszym.

 

Sprzęt do gotowania

Gotowanie prawdziwych posiłków pod gołym niebem to wielokrotnie konieczność sakwiarza. Czasami po całodziennym trudzie z niechęciom zabieramy się do przyrządzania sobie jedzenia wiedząc, że będzie to trwało długo (np. na ognisku) i padniemy przed jego końcem. Dlatego warto skorzystać z coraz lepszych kuchenek gazowych lub wielopaliwowych. Obecnie możliwości zakupu dobrej kuchenki jest wiele, tylko którą wybrać?

Przed zakupem trzeba zadać sobie najważniejsze pytanie: Jakie paliwo? Obecnie na szlakach gdzie bywałem, zdecydowanie królują kuchenki gazowe, zasilane z lekkich, jednorazowych pojemników zwanych kartuszami. Kartusze z kolei mogą być nakręcane (stosowane przez większość firm i mają standardowe gwinty) i z połączeniem rozporowym (produkowane przez firmę Campingaz). Głównym minusem kuchenek gazowych jest to, że nie sprawdzą się w mrozie, chyba że kupimy specjalną mieszankę gazu przygotowaną na bardzo niskie temperatury. Poza tym kartuszy nie można przewozić samolotem i nie kupimy ich na odludziu, dlatego w takich przypadkach warto rozważyć zakup kuchenki benzynowej lub wielofunkcyjnej ze zmiennymi dyszami. Tą ostatnią właśnie ja nabyłem.

Moja kuchenka to Model OmniFuel II  firmy Primus.  Kuchenka ta może być zasilana praktycznie każdym paliwem - gazem, benzyną, ropą, parafiną, naftą, a nawet paliwem lotniczym. Sprawia to, że znalezienie odpowiedniego typu paliwa nie stanowi problemu nawet w najdalszych zakątkach świata. Kuchenka  jest bardzo cicha w pracy i bardzo oszczędna. Jeden gazowy kartusz 450 ml posłużył mi przez dwa tygodnie przy codziennym gotowaniu. Używam ją trzy lata i nic nie musiałem wymieniać czy naprawiać. Jest bardo lekka (tytanowa konstrukcja), składana do niewielkich wymiarów, posiada zamienne dysze, osłony wietrzne i świetny worek wodoodporny. Polecam każdemu kto wybiera się na długie wyprawy. 

 

Materac i śpiwór

Kolejny ważny element ekwipunku wyprawowego. Zacznę od materaca, a właściwie pytania karimata czy materac. Dla mnie odpowiedź jest prosta - materac. Powód jest banalny. Lubię miękkie w miarę równe podłoże do spania. Śpiąc na karimacie trzeba zawsze znaleźć w miarę równe miejsce, gdyż każda nierówność po kilku godzinach odbije się nam na ciele. Poza tym są za duże na rower. Jedyna ich zaleta to waga, ale inne produkty nie odbiegają wagowo od karimaty. Mamy też do dyspozycji maty samopompujące. Miałem takie i nawet kilka wyjazdów zaliczyłem z matą firmy Fjord Nansen. Są wygodne w użyciu, wystarczy odkręcić zawór, a po chwili, gdy napełnią się powietrzem, zakręcamy zawór i gotowe do spania. Wadą jest ich cienkość, co również nie sprzyja konfortowi spania. Musiałem spać nie raz na skalistych zboczach i wierzcie mi rano czułem wszystkie kości. Dlatego zdecydowałem się zainwestować w materac dmuchany. Ktoś pomyśli, że głupota. Otóż znalazłem materac, który dmucha się z oddalenia, bez wysiłku. Posiada specjalny zawór zatrzymujący wylot powietrza. Jest bardzo lekki (600g) i po złożeniu jego wielkość jest porównywalna z bidonem. Jedyna wada to cena, kosztuje ponad 700 zł. Poniżej widzicie go rozłożonego w namiocie. Jest bardzo wygodny, a spałem w naprawdę ekstremalnych warunkach.