Tadeusz Wojciechowski

 

Witam na moich stronach.

 1dzień - Niedziela - 12.07.2020. – przejechane 109,23 km

Augustów – Frącki – Ogrodniki – (LITWA) – Bajoriskes – Verstaminai – Stebubiai – Simno – Gadele – nocleg pod Sventragis

Po godz. 10 ruszam z dworca PKP w Augustowie w kierunku szlaku Green Velo. Rower strasznie obciążony. Odwykłem od takiego ciężaru na rowerze. Trzeba mocno naciskać na pedały, aby się rozpędzić, a potem już leci. Duży ciężar, jaki wiozę to z pewnością zapasy jedzenia, które zrobiłem w ramach oszczędności, to za duży i za ciężki namiot, i może inne rzeczy, ale to okaże się po wyprawie. Mam namiot 3 osobowy, kupiony na wyprawy z żoną. Już po Islandii obiecywałem sobie, że go zmienię na co najmniej 1-2 kg lżejszy. Niepewne czasy trochę moje plany pokrzyżowały i znowu muszę targać taki kolos, który waży ponad 4 kg. Jeden plus to dużo miejsca. Mogę nawet siedzieć i bezpiecznie gotować w przedsionku.

Dotarłem do szlaku Green Velo. Jadę malowniczymi lasami, wzdłuż jeziora na północny wschód. Po kilkunastu kilometrach docieram do drogi nr 16. Szlak Green Velo teraz skręca na północ, a ja kieruję się tą trasą 16 w kierunku Ogrodzieńca. Pogoda się poprawiła -18 stopni, raz słońce, raz pochmurnie, idealna dla rowerzysty. W lesie ściągam długie ubranie i zakładam krótkie rękawki i spodenki. Mam przed sobą ok. 50 km do granicy.  Prędkość nie zachwyca mimo tego, że droga prawie cały czas płaska. Średnio to 20 km/h, sądzę, że to ciężar roweru hamuje i niweczy moje wysiłki. Po dwóch godzinach zatrzymuję się w małej wiosce, gdzie w remizie strażackiej jest komisja wyborcza. Dzisiaj mamy wybory na prezydenta RP. Spełniam swój obywatelski obowiązek.

Blisko granicy, nad jeziorem zatrzymałem się w barze na obiad. Jem niezbyt dobrą zupę – żurek. Jakby trochę przypaloną, na dodatek smak psuł papierowy talerzyk w jakim otrzymałem posiłek. Głód jednak zwyciężył i po pół godzinie ruszam dalej. Trochę zaczęło wiać, ale nie na tyle żeby znacznie zmniejszyć prędkość. Nieprzespana noc zaczyna wpływać na moje samopoczucie. Odczuwam zmęczenie i nawet pod niewielki podjazd na granicy polsko – litewskiej ciężko naciskam na pedała.

Mam granicę. Pierwszy sprawdzian ruchu granicznego w dobie pandemii. Serce mi szybciej bije z emocji. Powoli zbliżam się do znaku LITWA. Na samej granicy pusto jak za dawnych czasów. Przejeżdżam, jednak po dwóch kilometrach widzę stojący obok drogi samochód  policji i straży granicznej. I przygoda się skończyła – pomyślałem powoli zbliżając się w ich kierunku. Obserwuję zachowanie funkcjonariuszy. Uśmiechnęli się kiedy do nich dojechałem, machnęli w pozdrowieniu ręką i nie zwracali na mnie więcej uwagi. Ciężar spadł mi z serca. Pierwsza granica zdobyta – zeszło ze mnie powietrze.

 Pierwsze 20 km na Litwie zrobiłem bez problemu nie licząc narastającego zmęczenia. Zauważyłem na mapie, że mam skrót do drogi, na którą planowałem wjechać. Skręcam i jadę przez wioskę. Problem z psami, które zaczęły atakować intruza za jakiego mnie wzięły. Udało się przejechać bez pogryzionych kostek, ale kilka razy musiałem zatrzymywać się próbowałem się z nimi zaprzyjaźnić – nieskutecznie i dopiero udawanie rzucanie kamieniem pomogło. Po 10 km asfaltu nagle dobra droga się skończyła. Przede mną szuter pomieszany z piaskiem. Zaczęło się. Co się rozpędziłem to za chwilę grzęzłem w piachu i pchanko. Na dodatek na szutrze nadającym się do jazdy pojawia się tarka. Nic przyjemnego jak wszystko skacze, spada z roweru, nie mówiąc co się dzieje w głowie. Na mapie ta droga oznaczona była jako jedna z głównych. No to Litwa mnie przywitała – pomyślałem sapiąc z wysiłku, kiedy pod stromą górę pcham ciężki rower, który grzązł w piachu. Na liczniku już przejechane 90 km. Brak snu dawał o sobie znać coraz bardziej. Odpoczywałem coraz częściej posilając się polskimi batonikami. Ok godz. 18 postanowiłem szukać miejsca do spania. Miałem dosyć dzisiejszego dnia. Docieram nareszcie do asfaltu. To droga nr 181. Teraz jadę na północ. Mam już ponad 100 km na liczniku. W oddali przed sobą widzę „sakwiarza”. Za zakrętem zatrzymał się na przystanku autobusowym. Mijam go z pozdrowieniem. Po kilku kilometrach dogania mnie i zagaduje. To Niemiec z Bremen, który jedzie do Kłajpedy na prom do Szwecji. Próbujemy rozmawiać. Nie idzie nam to dobrze, ale dogadujemy się co do noclegu. On też już planuje zatrzymanie się. Skręcamy w kierunku niewielkiego zagajnika oddalonego ok. 400 m od drogi. Jest miejsce. Rozbijamy się, robimy sobie kolację. Niemiec opowiadał o wrażeniach z Polski, którą przejechał z zachodu na wschód. Po ósmej wytłumaczyłem mu, że nie spałem całą noc i muszę iść odpocząć. W nogach mam dzisiaj prawie 110 km i to po nieprzespanej nocy. Mam wrażenie, że moje ciało jest całe obolałe.

 

2 dzień - Poniedziałek - 13.07.2020. – przejechane 113,57 km

Nocleg pod Sventragis – Iglianka – Stuomenai – Śinkaviskis – Kupriai – Padreciaż – Godlewo – Kowno – Vośkoniai – Wędziagoła - Kiejdany

Jak tylko położyłem głowę na dmuchanej poduszce straciłem kontakt z rzeczywistością do samego rana. Po siódmej obudził mnie lekki hałas. Kiedy wyjrzałem z namiotu Niemca już nie było. Zobaczyłem go w oddali. Stał na polnej drodze, którą tutaj dojechaliśmy, ale po chwili ruszył. Więcej go nie spotkałem.

Ruszyłem ok. 8, po śniadaniu i toalecie. Ustawiłem nawigację na Kowno. Początkowo droga nr 181 była całkiem znośna. Nawigacja jednak poprowadziła mnie znowu po polnych drogach. Ponownie piach, pchanie roweru i liczne górki. Droga strasznie się ślimaczyła. Dotarłem w końcu do asfaltu. To droga A5, niby autostrada, ale oprócz większego ruchu, niczym nie przypominała autostrady. W Polsce tak wygląda droga wojewódzka, po której można jechać rowerem. Jadę nią, 10 km i stop. Jest zakaz jazdy rowerem przy wjeździe na wiadukt, zakląłem w duchu. Nie mogli postawić wcześniej znaku? Muszę wrócić 2 km i bocznymi (polnymi) drogami dojechać do miasta.

Rogatki Kowna mijam po godz. 13. To duże miasto. Po kilku kilometrach ładnymi ścieżkami rowerowymi docieram do centrum. Zwiedzam centrum, znalazłem ulicę i dom Adama Mickiewicza. Niewielki, drewniany, pomalowany na niebieski kolor z farbą w wielu miejscach odpadającą. Tabliczka na domie opisuje, że tutaj mieszkał Mickiewicz. Nie zwiedza się go. Miasto jest bardzo ładne. Trochę odpocząłem w parku, gdzie postawione jest wiele pomników jakiś litewskich bohaterów. Chciałem odwiedzić katedrę w centrum, ale była zamknięta. Po południu ruszam w kierunku drogi nr 222. Wyjazd z Kowna jest tragiczny. Droga o nachyleniu 7% i to na odcinku kilku kilometrów. Trochę jadę, trochę pcham. Samochody też ciężko jadą na wzgórze. Za to kiedy dotarłem na szczyt miałem piękny widok na całe miasto. Po dłuższym odpoczynku na obrzeżach miasta wstępuje do Lidla. Kupuję 2 butelki wody, dwa jabłka, napój pomarańczowy za całe 1,25 €. I po co targałem zapasy z Polski? Ceny przyjemnie nie zaskoczyły.

Kolejne 27 km trasy nr 222 to ciągłe zjazdy i podjazdy. Kiedy skręcam w drogę szutrową odczuwałem w nogach już przejechane 100 km. Przejeżdżam teraz nad autostradą A8. Tutaj nie można jechać rowerem. Po 5 km szutru jadę teraz równolegle do A8 w kierunku Kiejdan. Mam ku mojej radości znowu asfalt. Kolejne 5 km i widzę miasto. Jest już prawie godz. 19.  Czas na odpoczynek. Nie jadę do centrum miasta. Skręcam w drogę  nr 144 i szukam miejsca do spania. Po kilku kilometrach widzę na wzgórzu lasek. Zostawiam rower przy drodze i szukam miejsca. Znalazłem w niewielkim zagajniku, nad rzeką. W oddali słychać szum centrum miasta - samochody, kolej, odgłosy psów, ale mimo tego zostaję. Jedynym mankamentem były komary i kleszcze, które trzy zabiłem maszerujące po moich nogach do góry. Bros pomógł. Rozbijam się i robię obiadokolację. Nareszcie coś ciepłego w ustach. Mój organizm jeszcze cierpi z wysiłku jaki wkładam, aby poruszać się z ciężarem na bagażniku. Po 113 km z obolałymi nogami i ogólnym zmęczeniem rzuciłem się na materac mimo tego, że jest dopiero godz. 21. 

 

3 dzień - Wtorek - 14.07.2020. – przejechane 108,83 km

Kiejdany – Januszewo – Dontów – Bokśtai – Skemiai – Bejsagoła -Svedów – Rozalin – Pokroje – nocleg w okolicach Kolpokoi.

W nocy przyszedł do mnie dzik, a może dziki. Poznałem zwierzę po charakterystycznym kwiczeniu. Pochodził koło namiotu i poszedł. Nie reagowałem. Ranek był ciepły. Po śniadaniu ruszam. Zanim doszedłem do drogi, miałem całe buty i nogi po kolana mokre od rosy. Ruszam drogą nr 144 na północ w kierunku granicy z Łatwą. Ruch w miarę czasu wzrastał. Jadę tak przez 56 km. Tiry dokuczają najbardziej, a jest ich coraz więcej. Docieram do drogi A9. Niby autostrada, ale nie wygląda na nią. Zatrzymuję się przy sklepie w miejscowości Svedów. Czas na drugie śniadanie. Dzisiaj jogurcik i bułeczka, do tego jabłko. Podczas posiłku miałem styczność z tutejszymi menelami. Uczepił się mnie i dosyć długo domagał się chyba pieniędzy, nie rozumiałem go za wiele. Jakoś udało mi się go pozbyć, ale zaraz podszedł kolejny Litwin. Ten był bardzo przyjemny. Rozmawialiśmy o rowerze, wyprawach, o tym co warto zobaczyć na Litwie. On też lubi jeździć, ale nie ma odwagi jechać daleko, poza swój kraj. Za to zwiedził na rowerze większość Litwy.

Drogą A9 jadę tylko 6 km i tak za długo, straszny ruch. Skręcam na północ w kierunku Rozalina. Teraz spokojniej. Nie ma przede wszystkim tirów. Mijam dwóch odpoczywających „sakwiarzy” chyba tutejszych. Macham im przyjaźnie. Czuję już kilometry w nogach. Jest dopiero godz. 17.30, ale postanawiam szukać miejsca na odpoczynek. Na liczniku już 107 km. W oddali widzę lasek, do którego wiedzie polna droga. Skręcam. Droga wiedzie do jakiegoś gospodarstwa rolnego, ale też skręca w stronę lasu niewielką ścieżką. Jadę nią i po 300 m jestem wśród drzew na niewielkiej polanie. Idealne miejsce, niedaleko gospodarstwa, ale na razie jest cicho. Dzisiaj kąpiel – mycie całego ciała w dwóch litrach wody – można. Obfita obiadokolacja – makaron z sosem, mięsną konserwą i dłuższy odpoczynek. Należy mi się. Jestem niedaleko już granicy z Łotwą jutro powinienem opuścić Litwę. Zerkam na mapę i znowu pojawiło się uczucie niepewności i strachu. Mam nadzieję, że można ją przekroczyć bez problemu. Przy okazji uświadomiłem sobie, że nie wiem co się dzieje na świecie, czy granice są otwarte? Czy pandemia postępuje? A może wygasa?